winnix blog

Twój nowy blog

Zanim rozpiszę się na temat mojej najnowszej traumy, podzielę się moim szczęściem. Moje maleństwo miało wyglądać tak:

Ale okazało się, że deko przekracza moje możliwości finansowe, więc koniec z końcem wygląda tak:

Też ładny, prawda? I już wiem, jak będzie wyglądał następny:)

A wracając do tematu. Jeżdżenie po Polsce doprowadzi mnie kiedyś do poważnej nerwicy. Największy luz miałam po powrocie z Hiszpanii, jeżdżenie po cywilizowanych krajach spowodowało, że przez dobry miesiąc nie miałam kompletnie ciśnienia na zapierdalanie slalomem między zawalidrogami. Spokojnie sobie jechałam, mając zupełnie w pompie czy ktoś mnie wyprzedza, wpycha się, czy ogólnie jeździ jak świr. Niestety po miesiącu mi przeszło i doszłam do wniosku, że ja jednak nie umiem tak spokojnie jeździć i dostaję kurwicy za mistrzami kierownicy tłukącymi się 40tką. A temat przyszedł mi do głowy po przebyciu oszałamiającej ilości 300km w święta. Te 300km było takim natchnieniem, że postanowiłam spisać co mi się kołatało po głowie przez ten czas. Pełno tu uogólnień, co jest konieczne do zrobienia pewnych podsumowań, zdaję sobie rzecz jasna sprawę, że są wyjątki od poniższych stwierdzeń, w tym oczywiście ja :)
1. Polacy jeżdżą zerojedynkowo. Albo zapierdalają jak dzikusy, albo toczą się statecznie 40tką.
2. Nie wiedzieć czemu, dość poważnym problemem jest utrzymanie się na swoim pasie. A najbardziej mnie wkurzają tacy, co jadą przez pewien czas środkiem, zanim się zdecydują, którym pasem chcą jechać, szczególnie jak się toczą i nie mogę ich wyprzedzić z żadnej strony.
3. Polska jako kraj, w którym zawsze jest przepiękna sucha pogoda, zamieszkała jest przez ludzi, których straszne anomalie pogodowe jak deszcz i śnieg wpędzają w ogólną histerię i powodują, że wszyscy nagle jeżdżą jak pizdy. Jak śnieg jeszcze jestem w stanie zrozumieć, tak deszcz jest już dla mnie zupełnie niezrozumiały. Aż się chce wrzasnąć „To jest, kurwa, zwykła mżawka debilu!!!”
4. Rozumiem, że są ludzie, którzy z własnej woli chcą jechać 70tką na trasie (aczkolwiek nie mieści mi się to w głowie, bo mi przy tej prędkości chce się spać po kilkunastu kilometrach). Ale bardzo bym chciała, żeby oni zrozumieli, że są ludzie, którzy chcą jechać szybciej. Nie wymagam jeżdżenia poboczami, które są terenem pełnym zasadzek w naszym pięknym kraju. Niech się po prostu odkleją od linii środkowej!!!
5. W ogóle bezmyślność jest największym problemem polskich kierowców. W szczególności, niestety, kobiet. Jak wyjeżdżają z podporządkowanej w lewo, to już nie pomyśli, żeby zostawić miejsce dla tych, którzy będą wyjeżdżać w prawo. Hitem ostatnich dni, jest pani, którą wpuściłam przed rondem, stalam na pasie do jazdy prosto, po lewej, wiadomo, prosto i lewo. I tak patrzę co kobieta robi, a ona na rondzie zaczyna hamować. Pomyślałam „Nie, nie wierzę…” A jednak. Pani po prostu zahamowała i pojechała w lewo, doprowadzając gościa na sąsiednim pasie do hamowania z piskiem opon. Nawet kierunkowskazu nie włączyła!
6. Mam nadzieję, że za pół roku nie napiszę takiej notki, klnąc na samochodziarzy:) Chociaż wiem, że pewnie tak, z tego co czytam, życie motocyklisty w naszym kraju jest ciężkie. Dlatego od października uczę się hiszpańskiego:)

HA! Udało się i za drugim podejściem zdałam na prawko na motocykl, więc
tym samym od wiosny staję się postrachem szos, dawcą organów, świrem na
dwóch kołach, czarnym mścicielem polskich dróg:)  Jestem
uszczęśliwiona głównie dlatego, że przez długi czas nie będę już miała
do czynienia z tym popierdolonym miejscem jakim jest WORD.
1. Na egzamin czekasz dwa miesiące, a bywa że dwa i pół. Testy są ważne
pół roku. Wystarczy, że oblejesz trzy razy i dupa, musisz znowu zdawać
testy.
2. Na motocykl egzamin może być odwołany, jeśli pogoda jest do dupy.
Swoją drogą byłam przekonana, że tak będzie wczoraj, a tu słońce, zero
śniegu i sucho:) W każdym razie, jak odwołają egzamin, to następny
termin też ci ustawiają za dwa miesiące. A ty jak ten głupek musisz
dokupować lekcje doszkalające, bo niewiele osób ma tak stalowe nerwy
jak ja i nie dokupuje;)
3. To, że mi wyznaczają testy i praktykę na godzinę 17, więc wiem, że o
17 będę pisać testy, a praktyka cholera wie, jestem w stanie zrozumieć.
Ale to, że ustawiają mi praktykę na godzinę 12tą, po czym przystępuję
do egzaminu o 14tej, a obok mnie stoi koleś, który czeka od 10tej, to
już jest ostre przegięcie. Tak trudno jest, kurwa, poustawiać to
sprytniej? Ja wiem, że się nie da co do minuty, to nie poczekalnia u
dentysty, ale 2-4 godziny?!
4. Sensu robienia ósemki nikt nie rozumie. Moi znajomi, doświadczeni
motocykliści zgodnym chórem mówią, że ósemki by nie zrobili. Nie
wspominając o tym, że większością obecnie jeżdżących motocykli ósemki
nie zrobisz, bo mają za duży promień skrętu. Na przykład moim
motocyklem nie mam szans. Ale co tam, musiałam z paniką w oczach pięc
razy to gówno przejechać.
5. Jeśli chcesz zapłacić za egzamin przelewem internetowym, przygotuj
się na kłopoty. Ponieważ panie w WORDzie nie uznają wydruku z konta
internetowego, nieważne, że jest tam dopisek, że wg prawa bankowego
itp, itd. Nie i chuj. Najbardziej mnie ujęła pani, która powiedziała
„Jakby bank na tym przybił pieczątkę, to mogłabym uznać”. Odparłąm, że
z tego co wiem, to właśnie na tym właśnie polega idea banków
internetowych, żebym nie musiała do nich po pieczątki biegać. Musiałam
więc czekać aż kasa znajdzie się na koncie WORDu, po czym iść do ich
księgowości po zaświadczenie, że pieniądze są. I dopiero mogłam złożyć
papiery.

Na wiosnę Misiek chciał robić prawko na samochód. No nie wiem, nie
wiem, jak patrzyłam przez te dwie godziny jaki jest odsetek
oblewających kategorię B, to mam czarną wizję…

Nie znoszę świąt i jestem niezmiernie szczęśliwa, że się skończyły. No
bo ile można żreć, gapić się w TV i znosić obie matki? Doszło do tego,
że byłam uszczęśliwiona faktem, iż dzisiaj i jutro idę do pracy (znaczy
się dzisiaj już byłam:)), za co kolega Wiki wyzwał mnie od
pracoholiczek:) Co ja poradzę, że lubię moją pracę, a na dodatek jestem
cholernie leniwa i jak nie mam bata nad głową każącego mi ruszyć dupę z
chaty, to się nie ruszę?
Na Sylwestra impreza u nas, tak dla odmiany. Ciekawe kto w tym roku
wylezie na daszek. Na szczęście nie będzie Radka, który rok temu na
daszku ćwiczył kata, a my patrzyliśmy kiedy się zjebie – ja ze
strachem, Misiek z nadzieją. Stwierdził potem „Miałem nadzieję, że się
zjebie, przynajmniej by się nauczył i drugi raz nie właził”. Nie wiem
czego by się nauczył, ale faktem jest, że się nie zjebał, za to cały
syf z daszku wniósł mi do kuchni, dzięki czemu na drugi dzień miałąm
generalne sprzątanie. Dlatego w tym roku nie sprzątam przed imprezą i
koniec. No, może trochę ogarnę, bo Kuba ma alergię na wredne, kłaczące
się grubasy.
Miałam ostatnio parę ciekawych przemyśleń, ale mam lekkiego kaca, więc
jakoś nic sensownego mi nie przychodzi do głowy. W sobotę wielki dzień,
jak przeżyję, to dam znać.

Czy ktokolwiek, ze mną na czele, wierzył, że Polska zajmie pierwsze miejsce w grupie z Portugalią? No? Ktokolwiek? :)))))))

No może nie aż tak, ale się popłakałam. AWANSOWALIŚMY!!!!!!!!!!!!!!! PIERWSZY RAZ W HISTORII!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Czy już wspominałam, że Ebiemu całą jedenastke mogę urodzić?:)))) Jeszcze parę Arturowi dorzucę:))) Po tylu latach… Po tylu latach wiernego kibocowania, po tylu latach wściekania się i dawania kolejnej szansy. Po tylu latach tlenia się tej marnej nadziei, że może jednak. Po tylu latach bronienia ich przed znajomymi nie lubiącymi piłki. Po tylu latach straconych szans, meczy ostatniej szansy, rozpaczy po ostatnim gwizdku i obietnic bojkotowania reprezentacji. NARESZCIE!!!! Nareszcie grają, nareszcie wygrywają, remisują, walczą, biegają, z sensem! Serce rośnie jak się na nich patrzy, serce rośnie jak się słyszy śpiewy na stadionie „Leeeeeoooo, Leeeeeeooooo, Eeeeeebiiiii, Eeeeeeeeebiiiiii!” :) Łzy w oczach Artura, łzy w oczach Ebiego, ciagle to do mnie nie dociera:) A wszystko dzięki starszemu Panu, który przybył nam na odsiecz, nie wiadomo dokładnie co nim powodowało, on sami mówił, że lubi wyzwania. Ale Polska?! Pierwsze mecze i komentarze (również moje) „Chyba teraz zrozumiał, w co się wpakował…” I co? I wziął takiego Bronowickiego, wmówił mu, że ten umie zatrzymać C. Ronaldo, a Grzesiu grzecznie, jak usłuchany chłopczyk idzie i zatrzymuje Ronaldo:) Znajduje takiego Matusiaka, Łobodzińskiego, upiera się przy Żurawskim (notabene jedyny piłkarz, który potrafi składnie i swobodnie mówić po polsku). Nie ma, że się na kogoś obraża, że kogoś nie lubi i się do niego nie odzywa. Wierzy, daje pozytywną energię i ci kopacze z polskiego podwórka nagle zaczynają grać w piłkę. Dziękuję Wam wszystkim, Tobie Leo, Tobie Ebi, Tobie Artur, Tobie Maciej, Tobie Mariusz, i tak bym mogła wymieniać, dziękuję Wam, za łzy szczęścia, za ten banan na pysku, za te wszystkie wieczory, za zdarte gardło i wrzaski przed telewizorem. Mam mnadzieję, że spotkamy się w Austrii i Szawajcarii, ja już uwierzę we wszystko, piękna jesień spełnionych marzeń mi się trafiła, więc czemu nie?
Dla przypomnienia, tekst bodaj chłopaków zczuba po zatrudnieniu Leo:
„PZPN bronił się przed wpuszczeniem zagranicznej myśli szkoleniowej do Polski jak diabeł przed święcona wodą. Gdy w końcu działacze się zdecydowali postawili przed trenerem mission impossible. Beenhakker ma z marszu awansować do mistrzostw Europy. Z samym Jose Mourinho mogłoby się to okazać niemożliwe, bo w tej samej grupie grają Portugalia, Serbia i Czarnogóra, Finlandia czy Belgia. Gdyby nie udało się Majewskiemu, Smudzie, Trzeciakowi czy Urbanowi nie oznaczałoby to nic. Jeśli nie uda się Holendrowi temat zagranicznych szkoleniowców w Polsce będzie na zawsze spalony.”

Mission Impossible? Wtedy wszyscy byli przekonani, że to jest mission impossible. Jeśli moje nawrócenie się da Leo życie wieczne i wieczne trenerowanie (nie obchodzi mnie, że takie słowo nie istnieje) polskiej drużynie, jestem gotowa się nawrócić ;)

Od paru miesięcy moje życie pędzi na złamanie karku. Jak myślę, że nadchodzi moment uspokojenia, wyskakuje coś, co totalnie burzy moje przekonanie. Najpierw była nowa praca. potem wyjazd do Londynu. Potem koncerty i przygotowania do wakacji. W międzyczasie zaczęłam wymarzony, wyczekany kurs na motocykl. I windsurfing. Potem były wakacje i moja najukochańsza Hiszpania:) Powrót do pracy i jakiś kompletny amok, który opanował naszych znajomych. Tak jak zwykle mieliśmy problemy, żeby kogoś na picie wyciągnąć, tak nagle staliśmy się most wanted couple, każdy weekend ktoś chce z nami imprezować. Remont, zakkupy, nowe meble, nowe życie. Następnie zaczął się kurs hiszpańskiego i wielkimi krokami zbliżał się koncert Manu Chao. Potem egzamin na prawko, który zgodnie z moimi wybitnymi zdolnościami do spieprzenia wszystkiego w stresie oblałam. Aha, w międzyczasie jeszcze zakupy motocyklowe. Jak mam wolną chwilę, to albo leczę kaca, albo oglądam zaległe odcinki ulubionych seriali, albo czytam, albo gram w Simy:) Nie ogarniam tego wszystkiego co się dzieje, wydaje mi się, że wszystko nagle przyspieszyło do tempa F1, jest z jednej strony zajebiście, z drugiej, poważne wątpliwości dotyczące mojego związku (chwilowo uciszone) i życia w ogóle… miotam się, między stwierdzeniem, że żyje mi się zajebiście, a „ja chcę więcej!” :) Przez te miesiące mam namiastkę takiego życia jakiego zawsze pragnęłam. Jeżdżę, kupuję, napawam się, imprezuję, żyję.

Koncert Manu był oczywiście boski. Orgazm na całej linii, ściana dźwięku, Madjid na gitarze, specjalny uśmiech basisty, proxima estacion esperanza, si la vida te da, radio bemba!!! I kebab w tureckiej dzielnicy.

nie wiem co jeszcze napisać. Tak wiele przychodzi do głowy, ale ciężko ubrać w kilka słów…

2:2!!!

Brak komentarzy

Rany boskie, zremisowaliśmy w Lizbonie 2:2 z Portugalią!!!!!!!!! A SErbia zremisowałą z Finalndią!!!!!! W dwumeczu z wicemistrzami Europy i czwartą drużyną świata mamy 4 punkty!!!!!!!!!
Zastanawiam sie, czy najpierw padnę na zawał czy na raka płuc:)

Ściągnęłam sobie płytę solową wokalistki Cranberries (tak wiem, piratuję:P). Zanosi się na kilkutygodniową rewolucję w moim zestawie samochodowym, płyta rewelacyjna, ciarki mnie przechodzą przy niektórych kawałkach. Śpiewa jak mieszanka starej Dolores z Sinead O’Connor, klimat irlandzki jest bardzo wyczuwalny, piękne melodie, pięknie zaśpiewane. Szkoda tylko, że jak to zwykle bywa w naszym kraju, oryginał ksoztuje 57zł. Dramat. Tak bym chciała wszystko co mam na mp3 zamienić na oryginały, Pixies, Manu Chao, Mano Negra, cała dyskografia U2 i wielu, wielu innych. Każda płyta od 20zł (polskie) do 60zł i leże i kwiczę kwikiem bankruta :((

No nie mam czasu, jak mały robocik zapierdzielam od ponad dwóch miesięcy. Przygotowania do zamknięcia roku, zamknięcie roku, projekty na nowy rok, treningi, zakupy, wyjazd do Londynu i tak dalej, i tak dalej. Nawet nie mam siły komentować obecnych wydarzeń politycznych (bo nie mam na nie nerwów), piłki nożnej (w sumie nie wiem czemu), formuły (bo co tu komentować, jeżdżą chłopaki a wraz z nimi Robert:)) i w ogóle.

Ten tydzień zapowiada się koncertowo. Dosłownie:) W czwartek reggae (Maleo, Vava), w sobotę Dog Eat Dog, w niedzielę jedziemy z Baśką do Berlina na Reel Big Fish:))) Jak przeżyję, to dam znać:)

Po podziękowaniach dla narodu kazachskiego, pora na kolejny dzielny naród, azerski, który wygrał z Finlandią 1:0! Dziękujemy chłopaki! :))))


  • RSS